Miał być wyjazd do Grudziądza a jednak pierwszy mecz w rundzie wiosennej przyszło nam grać u siebie.
Termin „pierwszy” opisuje ten mecz w kilku aspektach, a mianowicie był to pierwszy mecz wiosny w lidze, pierwszy mecz ligowy na stadionie rugby, pierwsze bramki strzelali „nowi”, pierwszy raz na meczu było sporo nowych twarzy i ... pierwszy raz gościliśmy kibica z bębnem (był już kiedyś kibic z wiadrem). Kibic Krzyś, jak głosił napis na bębnie w barwach Górnika, zostawił w Gdyni dużo zdrowia, oczywiście dopingując bo nic innego jego zdrowiu nie zagrażało. Młyn Bałtyku tego dnia to około 100 sztuk i dwie flagi. Dobrym dopingiem udało się młynowi porwać do zabawy i śpiewu większą publikę i tym sposobem często Bałtyk dopingowało kilkaset osób, a po bramce Michałka euforycznie krzyczała już cała widownia, która tego dnia zawitała w około 800 osób. Duży wpływ na doping większej części publiczności, miał fakt porozsiadania się nominalnych kibiców z młyna pośród widowni tak aby rozruszać całą trybunę. Panowała opinia, że młyn mógłby być większy, bo w końcu liczba fanatyków planujących wyjazd do Grudziądza oscylowała wokół dwóch setek Kadłubów, widać jednak Górnik Polkowice, sztuczna murawa i stadion rugby w barwach Ukrainy nie przyciągały tak bardzo jak mecz w Grudziądzu. Niemniej jednak atmosfera na meczu była wyśmienita a humory dopisywały do późnych godzin wieczornych, i wcale nie w ekstremalnych przypadkach do porannych.


Relacja: Seaman, Fot. Kodi
Komentarze (1)
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!
Powered by !JoomlaComment 4.0 beta2
Kibice 
















