Po przemyśleniach nad wyborem środka transportu - padło na dużego busa oraz samochód. Z miejsca zbiórki wybieramy się w czwartek wieczorem w 20 osób, mając w świadomości to, że na drodze mogą spotkać nas rożne atrakcje ( a to remonty, a to i tamto ). Zamawiając busa kierowca został poinformowany o tym, że jedzie z drużyną piłkarską na turniej z czego był zadowolony, bo myślał, że piłkarze wsiądą , pójdą spać i się obudzą na miejscu. Niestety "piłkarze" zabrali ze sobą torby alkoholu a dietetyk klubowy przygotował witaminy wzmacniające organizmy, przez co nie mogli usnąć chociażby nie wiem jak chcieli.
Ruszamy - po drodze na autostradzie wywieszamy wielki transparent http://WWW.BAŁTYKGDYNIA.PL. Oprócz busa wyjeżdża z nami auto, które jak się później okaże sprawiło nam dużo ubawu. Mianowicie chodzi o to, że kierowca nie miał przeglądu, ani prawa jazdy. Duża część osób była skłonna się zakładać gdzie dojedzie ten samochód. Obstawialiśmy, że max to Łódź. Tak, tak to nie są żarty. Miał do wyboru normalny samochód, ale wołał swój.
Droga mija nam spokojnie na rozmowach, śpiewach, a coraz częstsze postoje doprowadzały kierowcę do szału. Jeszcze w Polsce chciał nam podziękować za jazdę. Ugodowi jesteśmy więc ruszamy dalej. Przejeżdżając granice w Cieszynie czekamy na auto, lecz gdzieś zaginęło. Po telefonach okazuje się, że zjechali gdzieś indziej. Wielu obstawiało, że to już koniec przygody tej 5 osobowej załogi. Zostaliśmy poinformowani, że mamy jechać a oni sobie poradzą. Późniejsze próby połączenia się na wszystkie telefony były nieskuteczne - brak sygnału.
Przez Czechy przejechaliśmy szybko, a w Słowacji mieliśmy przymusową pauzę, ze względu na czas jazdy. Siedząc na stacji benzynowej z daleka dostrzegliśmy duży basen, wiec szybko parę osób poszło sobie popływać przeskakując przez jakiś plot. A że temperatura powietrza wynosiła 35 stopni to komu będzie lepiej?
Po 18 godzinach jesteśmy na miejscu w Budapeszcie. Wpadamy do wynajętego domu, szybki prysznic i jedziemy z kibicami Ferencvarosu zwiedzać stadion a następnie na jedzenie i picie. Z racji tego, że z samego rana mieliśmy o godzinie 8.00 być już na boiskach, dość szybko poszliśmy spać.
Sobota - dzień turnieju. Wywieszamy 4 flagi ( Kadrowa BAŁTYK, TYLKO BALTYK, SKS BAŁTYK GDYNIA, BAŁTYK GDYNIA KOKAINA i transparent ). Jakie było zdziwienie i radość kiedy ujrzeliśmy ekipę samochodową, której udało się dojechać do celu.
Pięć boisk, jesteśmy w 2 grupach. Coś wygraliśmy, coś przegraliśmy. Jedna drużyna wychodzi z grupy, a druga nie. Z racji tego, ze byliśmy solidarni zdecydowaliśmy, że Ci co przeszli nie grają dalej, dając szansę wykazać sie komu innemu. My wybraliśmy umacnianie zgody z Ferencvarosem. Dobrze się bawiąc. Były głośne śpiewy, morze alkoholu i nie tylko. Postanowiliśmy również sprawdzić się z Węgrami w przeciąganiu liny. No w piłkę może nie jesteśmy mistrzami, ale w linach ( bądź jak kto woli liniach ) nie ma na nas mocnych. Wygraliśmy wszystko co można było wygrać. Oprócz jednego gdzie było nas o 3 razy mniej. A ile konkurencji z iloma grupami rywalizowaliśmy to nawet nie potrafię zliczyć. Widać, ze w jedności siła!
Po turnieju odbył sie koncert, a jedna z osób od nas weszła na scenę i głośnym "Fradi & Bałtyk oooo" zmotywowała widownie do pokrzyczenia. Ludzi było tam dużo, a efekt naprawdę fajny. Później było to kilkukrotnie powtarzane.
Dobrze się tam bawiliśmy lecz imprezy nadszedł koniec. Zmęczona po całym dniu cześć z nas pojechała do wynajętego domu, a część została jeszcze bawiąc się do białego rana w rożnych klubach, pubach, czy innych instytucjach zabawowych.
Zmęczeni, ale zadowoleni wracamy do Polski - NA PEŁNYM SENATORZE
Do zobaczenia ! FRADI & BAŁTYK !









Kibice 
















