Na meczu z ligowym średniakiem nikt nie spodziewał się tysięcy fanów piłki, ale ku zdzwieniu wielu malkontentów, widzów przybyło około tysiąca. Ściągnięci na stadion raczej przywiązaniem do Bałtyku i zapachem grochówki, niż świetną grą piłkarzy zatrudnionych w SKS. Można więc powiedzieć, że wyklarował nam się tysiąc wiernych fanów, którzy bez względu na pogodę i przy braku sukcesów piłkarskich przyjdą na Bałtyk z miłości do klubu i przyprowadzą dzieci ze względu na atrakcje. To poważny postęp do chudych lat 4 ligi, gdy tych wiernych było dwieście osób. Mamy więc sytuacje gdzie kilkuset wróciło, przyszło kilkuset nowych i poprzyprowadzali pociechy. To bardzo dobrze. Młyn tego dnia rozpoczęła skromna grupa niemal siedemdziesięciu osób, która rosła w miarę napięcia do około
100 fanatyków co w tym sezonie stanowi chyba najmniejszą liczbę. Kibicowali wiernie, aż w przerwie...dostało się pracownikom Bałtyku Gdynia. Część broniła piłkarzy, część krzyczała o hańbieniu barw, a wkur.wieni byli wszyscy. W związku z aktywnością naszej "grupy rekonstukcji historycznych" zabrakło tego dnia sporej ilości chłopaków - miłośników militariów. Po meczu pracownicy Bałtyku zadowoleni z siebie odtańczyli dziki taniec radości ... w końcu zremisowali u siebie z niebyle kim.

Grochówka rozgrzewała niczym trunki wyskokowe ale po niej nikt przynajmniej nie lądował na ławce rezerwowych :D

Młyn skormy ale głośny.

Bardzo ładna flaga Fanatyków z biało-niebieskiego Witomina.