11.06.1997 Kaszubia kościerzyna - Bałtyk Gdynia
Zadyma w Kościerzynie "Nieco napięcia przeżyli mieszkańcy Kościerzyny, policja i kibice, gdy podczas meczu Kaszubii z Bałtykiem Gdynia doszło do niemiłych incydentów. Blisko 180 kibiców drużyny gości rzucało na stadionie wyrwanymi płytami, kamieniami i piaskiem. Doszło do zniszczenia płotu." "Mecze III - ligowej Kaszubii cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Tym razem przeciwnikiem naszej drużyny był Bałtyk Gdynia. Mecz obserwowało blisko 1200 osób w tym 180 kibiców Bałtyku. Charakteryzowali się oni przewieszonymi przez szyję kolorowymi szalikami. Już przy wejściu zapanował ogromny tłok i chaos. Napięcie wzrastało wraz z grą. Do przerwy Kaszubia prowadziła 2 : 0. Z trybun rozlegały się okrzyki z niecenzuralnymi słowami. W pewnym momencie, pod koniec pierwszej połowy, jeden z kibiców został uderzony w głowę, a drugi prawdopodobnie kibic Kaszubii, wykradł flagę Bałtyku. Ponownie zaczęło się skandowanie brzydkich słów. Trenerzy obu zespołów wraz z policją próbowali załagodzić sytuację, niestety w tym momencie kilku wyrostków podarło flagę i ją podpaliło. Zaczęto wyrywać płyty, rzucać kamieniami i piachem. Policja obstawiła rozjuszonych kibiców, odgrodzono także pozostałych kibiców by nie doszło do poważniejszych starć. Dalszy ciąg meczu obserwowano w napięciu. Po jego zakończeniu, kibice zaczęli forsować ogrodzenie jednoczesnie niszcząc je. Przez cały czas trenerzy obu zespołów uspakajali kibiców by nie doszło do groźnych zajść przy opuszczaniu stadionu. W ostateczności policja wyprowadziła kibiców bałtyku pod ścisłą eskortą. Tak dotarli do stacji PKP, gdzie po chwili zajechał pociąg relacji Bydgoszcz - Gdynia z opróżnionym ostatnim wagonem, przygotowanym specjalnie dla "sympatyków piłki". Kościerzyna po raz pierwszy zobaczyła skandaliczne zachowanie pseudokibiców. Na szczęście dzięki stanowczemu i skutecznemu działaniu policji, awantury z boiska nie rozszerzyły się na miasto. Źródło: Gryf Kościerski, 11 IV 1997.
Źródło: forum Bałtyku Gdynia:
Ja miałem okazję obserwować okoliczności skrojenia tej flagi z bardzo dobrego punktu (5, no może 10 metrów obok). I bynajmniej nie znajdowałem się na sektorze kibiców Bałtyku, a stałem w okolicach narożnika boiska, co wiązało się z moją ówczesną pracą (pisywałem relacje do jednej z regionalnych gazet, dziś już zresztą nieistniejących).
Wspomniane okoliczności chwały kibicom Kaszubii nie przynoszą, a wręcz dowodzą prowincjonalnego podejścia do kwestii związanych z kibicowaniem. Otóż jeden z kolesi (tak gdzieś po 30, wąsaty, raczej mikrus i jeśli mnie pamięć nie myli w jakiejś badziewiastej kurtce), mający na szyi szalik, miał też na ramieniu opaskę porządkowego (sic!). W pewnej chwili zwróciłem uwagę, że szalik dał jednemu z chłopców od podawania piłek (zresztą jak dobrze słyszałem zaznaczył, że to tylko na chwilę). I klejąc przysłowiowego głupa zbliżał się do płotu, gdzie wisiały flagi Bałtyku. W pewnej chwili podbiegł, zerwał jedną z nich. A spierdalał, że ho ho, a potem w pierwszym panicznym odruchu rzuccił flagę pod nogi tego chłopca od podawania piłek. Tylko że nikt go specjalnie nie gonił, bo o ile dobrze pamiętam kibice Bałtyku akurat odpalili te dymiące na czerwono świece, więc nikt, a może jedynie niewielu skumało, że coś się wydarzyło (może zamieszanie zrobiło się z innego powodu? - zreszta to nieistotne). Dopiero wtedy "kozak" zabrał się z flagą dalej.
I tyle .....
Więc po prostu nie ma czym się jarać i tworzyć mity (jak to "dzielna" Kaszubia skroiła flagę Bałtyku), bo kozactwa i honoru nie było w tym ani krztyny.
Kibice 
















