Niestety... meczu z Zawiszą w tej rundzie, na żywo, nie obejrzymy. Jest to pokłosie wydarzeń na stadionie w Bydgoszczy przy okazji meczu Pucharu Polski między gospodarzami i drużyną z łódzkiej dzielnicy Widzew. Doszło wtedy do zajść na trybunach, gdy policja sprowokowała zamieszki bijąc bezbronnych bydgoszczan, którzy postanowili się jednak sprzeciwić terrorowi władzy i stanęli razem twardo przeciw agresywnym, niedowartościowanym blokersom w mundurach, dowodzonym przez bohatera o aparycji Wojaka Szwejka i posturze Kokosza. Taka „walka z wiatrakami”, choć konieczna, zawsze i długoterminowo kończy się porażką grupy społecznej, nawet jeżeli uda się ”władzę” przegonić i zastopować na jakiś czas eskalacje ich brutalych zachowań, to koniec końców ci „bohaterzy za dychę” będą później pojedyńczo wyciągać z tłumu i dalej w kilku terroryzować psychicznie i katować fizycznie, odseparowanych od przyjaciół kibiców. Oprócz konsekwencji indywidualnych następstwem takich wydarzeń jest zwykle popularna w totalitaryzmie, odpowiedzialność zbiorowa. Łapanki jak za okupacji, wjazdy na chaty z terroryzowaniem rodziny i zabijaniem czworonożnych pupili gospodarzy, wreszcie zamknięcie stadionu i zakazy stadionowe. Właśnie z powodu zamknięcia stadionu Zawiszy nie pobijemy zacnej liczby z zeszłego roku, kiedy świetnie zaprezentowaliśmy się w Bydgoszczy, ale o tym później, teraz czas na przedstawienie naszych rywali i ich miasta.

Bydgoszcz-„polska Wenecja”
Bydgoszcza (tak pierwotnie brzmiała nazwa grodu) jako jedno z niewielu miast w Polsce położona jest na ogromnej polanie leśnej, a jej terytorium leży w obrębie trzech wielkich dolin rzecznych i stanowi ogromny ośrodek gospodarczy, kulturalny, akademicki, medyczny, wojskowy i sportowy. Jest węzłem drogowym, kolejowym i żeglugi śródlądowej w kraju, posiada międzynarodowy port lotniczy oraz port rzeczny. W tej „polskiej Wenecji” łączą się dwie międzynarodowe, śródlądowe drogi wodne, spinając dorzecza Europy Zachodniej i Wschodniej. Osady znajdujące się w obrębie, liczącego dziś około 360 tysięcy mieszkańców, miasta zasiedlono już w epoce brązu, a rozwój osadnictwa nastąpił w okresie rzymskim, kiedy utworzono wspólny business plan, zwany inaczej kontaktami handlowymi, miejscowej ludności z Cesarstwem Rzymskim, gdzie dogodne położenie osad i łatwa przeprawa przez rzekę Brdę wykorzystywane były przez kupców podróżujących słynnym na cały świat traktem bursztynowym.
W średniowieczu Bydgoszcz, z racji swego położenia, uczestniczyła w wojnach polsko-krzyżackich. W 1409 roku goście z białymi prześcieradłami na plecach zdobyli bydgoski zamek, ale niedługo cieszyli swoje germańskie pyski bo Władysław Jagiełło odbił twierdzę i oklepał zakonników po czym zawarł tu rozejm. W latach 1411-1454 Bydgoszcz była kilkukrotnie oblegana przez siły krzyżackie i stąd włąśnie kierowano polskie działania zaczepne i podjazdy pod Krzyżaków. W czasie wojny trzynastoletniej król Kazimierz Jagiellończyk założył tutaj jedną ze swoich głównych kwater wojennych. Tutaj też w kwietniu 1457 roku zapłacono niezłą sumkę za wykup z rąk zaciężnych Krzyżaków pozostałowści ich majątku na terenie Korony, w tym między innymi twierdzy w Malborku czyli stolicy Zakonu, która, co ciekawe, nigdy nie została zdobyta militarnie. W czasach potopu szwedzkiego zamek został wysadzony a miasto znacznie ucierpiało. Późniejsze lata skojarzyły Bydgoszcz z narodem niemieckim i pod nazwą Bromberg, była domem dla sporej ilości hansów i fridrisiów, ale po Pierwszej Wojnie Światowej, znakomita w skutkach repolonizacja spowodowała, iż w XX-leciu międzywojennym aż 92% tego zasłużonego dla Rzeczypospolitej miasta, liczyła ludność pochodzenia polskiego. Niestety pośród Polaków mieszkały też niemieckie szczury, którzy wespół z przysłanymi tu dywersantami z Rzeszy, dokonali dywersji bydgoskiej czyli doprowadzili do walk z polskimi obrońcami miasta zadając im 3 września 1939 roku cios w plecy. Po tych walkach część z dywersantów i zdrajców Narodu Polskiego rozstrzelano, co hitlerowska propaganda nazwała „krwawą niedzielę”, a zajmujące Bydgoszcz wojska Wehrmachtu pomściły okrutnie mordując ludność cywilną miasta. W czasie II Wojny Światowej zamordowano około 10 tysięcy mieszkańców Bydgoszczy.
Po Wojnie i aż po dziś dzień miasto rozwija się będąc znanym ośrodkiem akademickim, miejscem sanktuaryjnym (aż cztery sanktuaria), siedzibą wojska etc. Miasto piękne, zabytkowe, gdzie turysta-koneser, miłośnik historii, natury, napitków i jadła oraz kobiecych zgrabnych pup i jędrnych piersi znajdzie coś dla siebie. Po zaproszeniu przez jedną z wielu pięknych bydgoszczanek do jednej ze znakomitych bydgoskich restauracji, owa pani może wesołego gdynianina zabrać na romantyczny spacer bulwarem, natępnie na rejs jednym z tramwajów rzecznych, aby wreszcie znajomość pogłębić w największym w Polsce Parku Miejskim (powierzchnia 830 ha zapewnia dyskrecję tłumom romantyków). Uwierzcie tym co tam byli, Bydgoszcz jest atrakcyjna pod każdym względem.
Wojskowy Klub Sportowy Zawisza ... Koszalin - 1946
To nie błąd, Zawisza Bydgoszcz powstał w Koszalinie, gdzie mieściło się wówczas Dowództwo Okręgu Wojskowego II. Założycielami tego wielosekcyjnego klubu sportowego byli żołnierze 48. Okręgowego Warsztatu Samochodowego, zrzeszeni w drużynie piłki nożnej. Sekcja piłki nożnej od początku była wiodącą, choć sukcesy „Wojskowi” odnosili także w boksie, koszykówce, lekkoateltyce czy wioślarstwie. Nim uformowano obecny klub przedmiotem długich narad była jego nazwa. Proponowano ciekawe Pomorze, piękną nazwę Bałtyk, patriotyczną Grunwald i wreszcie uosobienie ideału postawy ludzkiej Zawisza, nawiązującego do Zawiszy Czarnego, wzoru do którego winni dążyć zarówno tak sportowcy, jak i żołnierze. Barwy klubu niezmienione po dziś dzień to czarne spodenki i koszulki w podłużne czarno-niebieskie pasy. Kolor czarny pochodził od barw rodowych Zawiszy Czarnego, a niebieski zaś od orderu Virtuti Militari.
Po przeniesieniu Dowództwa Okręgu Wojskowego II do Bydgoszczy w 1947 roku zespół piłkarski został zgłoszony do bydgoskiej klasy B. Przez lata Zawisza, jak większość uznanych w Polsce klubów, grał w różnych ligach z różnym skutkiem, i jak w większości klubów, w latach 50-tych, zmieniano nazwy. Była m.in. dziwnie brzmiąca Legia Bydgoszcz czy CWKS Bydgoszcz. Największy sukces niebiesko-czarni odnieśli w 1990 roku gdy zajęli 4 miejsce w Ekstraklasie. Najbardziej znaną postacią kojarzącą się nieodzownie z „Zetką” jest Zbychu Boniek. Ostatni raz w ekstraklasie grali w 1994 roku, a potem to już drugoligowe spotkania z Bałtykiem i degrengolada w środowisku nieudolnych działaczy, którzy z najpopularniejszego bydgoskiego klubu utworzyli sobie folwark korupcji i nieudanych pomysłów biznesowych. Dochodziło do dziwnych układów, z których powstał słynny obrzydliwy twór Hydrobudowa bojkotowany jednak zarówno przez kibiców Zawiszy jak i na ich prośbę przez fanów drużyn przyjezdnych. Na stadionie nie było już organizowanych opraw, a na wielu polskich stadionach można było zaobserwować transparenty solidaryzujące się z kibicami czwartoligowego SP Zawisza. Wielu mieszkańców Bydgoszczy zaakceptowało nowy zespół i janusze z andrzajami licznie zasiadali na stadionie gdzie atmosfera przypominała pokazy zdolności bojowych gminnych oddziałów ochotniczej Straży Pożarnej połączonych z obchodami święta drobiu. Czterotysięczna masa jełopów nie potrafiła nawet na moment stać się widownią piłkarską. Walkę kibice Zawiszy wygrali i potworek zniknął. Właściwy już Zawisza grający w naszej drugiej lidze, nie uniknął jednak następnych kłopotów i kolejnym bojem, który bydgoszczanie musieli odnieść była walka z chytrym gamoniem prezesiną Michasiem, który narobił kłopotów klubowi i wogóle nie liczył się z fanami. Prezesio przegrał i odszedł, „Zetka” w czołówce 2 ligi, dobre transfery i poprawne kontakty ze sponsorami, walka o awans a tu ... dupcia blada, mecz pucharowy i zadymy na stadionie zepsuły wszystko o co Zawiszacy walczyli. Sponsorzy i miasto zadeklarowali chęć likwidacji klubu i wycofania się z finalizowania niebiesko-czarnych. Udało się tego uniknąć jednak przy pustych (zamkniętych) trybunach Zawisza nie gra już z takim polotem jakby tego chcieli. Co przyniesie przyszłość piłkarska zobaczymy, a kibicowsko ...
„Bydgoscy Chuligani”
Po serii pisania o uczestnikach konkursu na najsłabsze kibicowskie ogniwo ligi, przyszło mi stanąć na przeciw nie lada wyzwaniu, czyli opisania bezapelacyjnie najlepszej ekipy w naszej 2 lidze.
Kibcowanie na Zawiszy sięga początków lat 70-tych ubiegłego wieku, kiedy to na stadion przy Gdańskej ściągały tłumy głośnych fanów a rekordowa frekwencja sięgała nawet 50 tysięcy ludzi. Aby tylu fanów na stadionie pomieścić klub otwierał bieżnie i sadzał ludzi po turecku. W roku 1981 Zawiszacy zorganizowali Ogólnopolski Zjazd Klubów Kibica, na którym zjawiło się około 100 reprezentantów ekip z całej Polski. Był to szczególny zlot (siódmy z kolei) bo obrady przerwało wprowadzenie stanu wojennego. Lata osiemdziesiąte to kryzys futbolu na Zawiszy, ale nie wpłynęło to na formę fanatyków, którzy po awansie do Ekstraklasy w 1989 roku zajęli całe miasto i skakali z radości do fontann.
Lata dziewiędziesiąte to rozwój kibicowania na Zawiszy i nasze częste kontakty z bydgoszczanami czy to przy okazji meczów Bałtyku z Zawiszą czy Zawiszy z Lechem Poznań. Liczne walki raz wygrywali jedni raz drudzy ale śmiało można powiedzieć, że była to wtedy jedna z największych naszych kos. Do rangi legendy urosły już opowieści o walkach przy okazji wspierania przez Kadłubów Lecha w Bydgoszczy. Zawsze adrenalina skakała podczas kolejowych przejazdów przez ich miasto, a gdy niebiesko-czarni tylko wiedzieli, że ktoś jedzie zawsze starali się podróż urozmaicać. Działo się także w połowie lat dziewiędziesiątych gdy podjechaliśmy autokarem pod kasy gospodarzy i poszaleliśmy z obecnymi jeszcze poza bramą gospodarzami, większość była już na stadionie i mogła tylko walczyć z policją aby pomóc kolegom (szczególnie pamiętam przalatujący mi nad głową śmietnik), na powrocie straciliśmy szybę w autokarze.
Tak spotkanie z Kadłubami wspomina jeden z forumowiczów Zawiszy:
Bałtyk nie tyle, że narobił zamieszania, tylko zamiótł całą ekipę pod kasami (główna banda była już na obiekcie i nie mogła wyjść na zewnątrz). Wtedy Bałtyk zajechał dwoma autokarami w niecałe 100 osób bardzo dobrej ekipy. Dużo chłopów po 30 lat i więcej. Wysiedli z autobusówi ze śpiewem SKS i udali się w kierunku naszego wejścia. A że nas wtedy malutko tam stało, to dużo nie zwojowaliśmy. Dobrą miał wtedy Bałtyk ekipę czy to u siebie czy na wyjazdach.
Nasze spotkania zawsze podnosiły adrenalinę w obu obozach. W tamtym okresie Zawisza często walczył także z Lechią Gdańsk, a właściwie to z kim się dało.
Oto jak kibic Zawiszy opisuje jedno z naszych spotkań tym razem w Gdyni:
Inauguracja rundy wiosennej wypadła w nieodległej Gdyni. Dokładnie 3 marca 1995 roku. Nad morze koleją udało się około 200 kibiców Zawiszy. Bałtyk wystawił dość konkretny jak na ich możliwości młyn. Jednak kibice "Kadłubów" zeszli w tym dniu w cień innego wydarzenia. Na tym bowiem meczu zakończyła się oficjalnie wieloletnia przyjaźń kibiców Zawiszy. Dla nas młodych była to nadzwyczaj dobra wiadomość, którą przyjęliśmy z prawdziwym entuzjazmem. Gorzej było wśród starej gwardii, gdzie zdążyły się zawiązać przyjaźnie i wielka sympatia. Zawsze takie sytuacje mają zwolenników i przeciwników. Niezmiernie rzadko decyzje są podejmowane jednogłośnie...
Sam mecz to nasz dramat. Zawisza prowadząc już 2-0 ze słabym Bałtykiem, dał się wywieźć na 2-3 w plecy i aż ciężko było uwierzyć w to co tam się stało. Do Bydgoszczy bractwo powróciło w nie najlepszych nastrojach.
Ten sam kibic Zawiszy o pseudonimie „Piotruś” (mam nadzieję, że się nie obrazi, że go tu cytuję) podaje na forum Zawiszy taką bardzo ciekawą opowiastkę:
30 lipca 1994 roku czyli w sam środek wakacji podejmowaliśmy Bałtyk Gdynia. Goście, którzy na tamten czas dysponowali dość konkretną ekipą, nie zawiedli i zjawili się w Bydgoszczy w kilkadziesiąt osób z flagami. Mimo wakacyjnej pory my wystawiamy spory jak na nasze warunki młyn. Około 250 osób mimo okropnego upału przez cały mecz żywo dopinguje piłkarzy. Wynik remisowy 1-1 raczej nie krzywdził żadnej ze stron. Bramkę dla Bałtyku zdobył utalentowany Michał Biskup, znany z późniejszych występów w Łódzkim Klubie Sportowym i krakowskiej Wiśle. Będąc już na emigracji, siedzę na szkoleniu przed debiutem w pracy w pewnej fabryce. Po kilku minutach mój wzrok skupia się na postaci siedzącej na przeciwko mnie. Skąd ja znam tego kolesia? Aż do przerwy nie mogę sobie przypomniec gdzie widziałem już tą twarz. Podchodzę na przerwie i zagaduje. Koleś się przedstawia-Michał Biskup. No tak! Teraz wszystko jasne. Tylko co Ty k**** robisz w tej śmierdzącej fabryce???
Przez 6 tygodni wspólnej pracy Michał opowiedział mi o całej swojej karierze. O jej początku, latach świetności w ŁKS-ie i Wiśle, a także o smutnym końcu.
"...nie miałem charakteru Piotr. W każdy weekend imprezy, mnóstwo kolegów, alkoholu...To nie mogło iść w parze ze sportem na wysokim poziomie. Przepiłem ze znajomymi kilkaset tysięcy złotych. Teraz nie mam nic. Skończyła się kasa odeszli i znajomi..."
-"Nie próbowałeś wrócic do piłki?"
-"Próbowałem. Miałem tam jakiś epizod w trzeciej lidze, ale to nie jest to. Zrozum, to już nie jest ta motywacja. Gdy przypomnę sobie grę w Wiśle z reprezentantami Polski...Tego nie da się wymazać z pamięci i zacząć wszystko od nowa. Zresztą już młody nie jestem. Teraz pozostało mi dopingować młodszego brata."
Michał Biskup jest tu przykładem zmarnowanego talentu. Igor Sypniewski-kolejna postać. Z tym, że ten nawet grał nawalony i jeszcze strzelał bramki. Ile w polskiej lidze zmarnuje się jeszcze młodych utalentowanych ludzi?
Obecnie Zawisza posiada cztery silne zgody czyli ŁKS Łódź, Zagłębie Lubin oraz znani nam rywale Bałtyku - GKS Tychy oraz Górnik Wałbrzych.
W dwudziestym pierwszym wieku spotykaliśmy się z Zawiszą ponownie. Było to na przykład gdy wspomagaliśmy Elanę bądź Kotwicę na Zawiszy, a także przy okazji meczów Bałtyku z Zawiszą czy Fan Clubem Zawiszy z Inowrocławia, opisywane przeze mnie przy prezentacji Elany Toruń. Były to spotkania ... męskie ale honorowe. Z Zawiszą zaliczyłem najbardziej udą męską wymianę zdań na ubitej ziemi, w swojej kibicowskiej karierze i choć argumenty były absolutnie po stronie bydgoszczan, to walkę tę wspominamy wszyscy jako bardzo honorową i udaną mimo porażki. Na miejsce spotkania zostaliśmy dowiezieni przez Zawiszaków ich autami i naszym busem. W lesie na polanie oświetnonej reflektorami aut stała już ekipa sportowa Zawiszy o słusznych gabarytach, która rozgrzewała się fachowo. Wszystko wyglądało jak filmie. Zauważyłem gościa w bluzie „Astoria” Bydgoszcz i zagadałem do kumpla „Ty co to jest ta Astoria? Koszykówka?” a on odparł wesoło „Boks!” Walczyliśmy chyba po 19 osób, w naszych szeregach bracia z Pogoni Lębork, polegliśmy szybko ale nie bez walki. Po zdarzeniu, które było bardzo honorowe, kibice Zawiszy podziękowali nam za walkę oklaskami co było budujące dla obitych zawodników z Bałtyku. Cała walka była obserwowana przez jeden radiowóz i ... nic. Chyba się bali bo w tym lesie oprócz walczących było też sporo obserwatorów.
Następne nasze spotkanie to pogrzeb Ś.P. „Rudzika”, który zmarł tragicznie w autokarze kibiców Zawiszy wracającym z wyjazdu. Pojawiliśmy się na pogrzebie delegacją z kwiatami i zaproszeni zostaliśmy na stypę, gdzie siedzieliśmy pomiędzy zgodami Zawiszy. Jak zwykle wszystko honorowo i włos nam z głowy nie spadł choć byliśmy w barwach, to nie było tam miejsca dla chamstwa i nienawiści, które spotykaliśmy w przypadku innej ekipy po innym pogrzebie.
Najnowsza hitoria kontaktów Bałtyku i Zawiszy to mecze w 2 lidze gdzie pojawiliśmy się w Bydgoszczy w bardzo dobrej liczbie (konkretne wsparcie z Lęborka) i dopingowaliśmy najlepiej jak umiemy, poparliśmy też protest kibiców Zawiszy odnośnie ich prezesa transparentem o treści „Prezesi się zmieniają kibice pozostają...kibice dumą Zawiszy”. Bydgoszczanie odwiedzali Gdynię kibicując zarówno Zawiszy jak i przyjaciołom z GKS Tychy, zapewne wesprą też Górnik Wałbrzych na wiosnę.
A takie zdanie o kibicach Zawiszy i o Bydgoszczy ma doświadczony kibic, uczestnik wielu spotkań męskich, jeden z organizatorów spotkania w laskowickim lesie, kolega „Subiektywny Kadłub”, którego już wcześniej prosiliśmy o wypowiedzi:
„Bydgoszcz kojarzy mnie się z wyskokami. Kiedyś za dawnych czasów podczas wyjazdów Bałtyku na tej stacji wyskakiwało się szybko po browary do pobliskiego punktu wyszynku czyli kufloteki. Bo musicie wiedzieć, że kibice Bałtyku, choć nie ma wśród nich ani jednego alkoholika, to jednak kiedyś na trasach zawsze już nie tylko do Bydgoszczy, ale często w Tczewie mieli już cały płyn w krwiobiegu. Wówczas szukało się okazji do wyskoku. Dalej idąc tym tropem, za lat również już dawnych, acz nie tak bardzo, zdarzyło nam się, wraz z kilkoma kolegami wyskoczyć na pewnej zacisznej polance na rozmowę z ekipą Zawiszy. W której to rozmowie argumentów mieliśmy mało, choć dużo więcej niż np. obserwujący wszystko z odległości 200 metrów kapitan Sowa, kapitan Żbik i porucznik Borewicz.
Ostatnim przykładem bydgoskich wyskoków był wyskok pociągowy, ekipy bydgoskiej...Polonii, w obawie przed spotkaniem kibiców bydgoskiego Zawiszy. Szybki zaciąg i już chłopów nie było - a tak fajnie ich P. terroryzował w przedziale. [przyp. red. Było to podczas powrotu naszej ekipy i Polonii ze wspomagania Stomilu w Częstochowie kiedy to Polonia przestarszyła się opowieści naszego kolegi i rozpłynęła się w powietrzu przed rzekomym napastnikiem, którego nie było, komiczne wydarzenie.]
Zawisza to porządna, honorowa i zacna ekipa, z którą to nie raz krzyżowały się nasze ścieżki...no nie, ścieżki to raczej z Elaną...Powiedzmy więc, że krzyżowały się drogi wyjazdowe. A to ktoś zaliczył szybki oklep na dworcu - z jednej, bądź drugiej strony, a to w Inowrocławiu...tam też jest FC Zawiszy, każdy szanujący się Kadłub wie, jak fajnie i ciekawie było kiedyś w Inie. Łańcuchy, nosze na boisku, czy płonące kioski „Ruchu”, tudzież ukrywanie się przed dzielnymi milicjantami w rowie przytorowym - to tylko mały wycinek bogatych kontaktów. Dla mnie najważniejszą impresją związaną z WKS-em, są klaszczący, z rękoma nad głową, fani Zetki gdy po walce w świetle reflektorów samochodowych opuszczaliśmy teren w roli pokonanych. Piękny ten gest szacunku z ich strony nadał zupełnie innego wymiaru takim spotkaniom, a ich uczestników na pewno podbudował. Kolejne spotkanie z szacownym „Zet”, jest kolejną czystą kartą, którą godnie należy zapisać. Pisarze w drogę!”
O kosie między naszymi ekipami trudno już mówić, z powodu różnicy pozimów jak i honorowych męskich spotkań w różnych miejscach, które wyjaśniły wszelkie kwestie, obecnie wśród Kadłubów mówi się o szacunku w stosunku do Zawiszy, a w podobnym tonie wypowiadają się o nas w Bydgoszczy napewno nie traktując już z takim ciśnieniem jak w latach 90-tych. Z perspektywy polskiej sceny kibicowskiej Zawisza to bez wątpienia najlepsza ekipa z jaką gramy w lidze, młyn liczony w tysiącach, ekipa sportowa wojująca z najlepszymi (Lech, Widzew etc.) świetne zgody, wierni kibice dbający o klub jak o własny majątek, ciekawe i skomplikowane oprawy ultrasów, i wreszcie posiadająca to, co tak często podkreślane jest w rozmowach i wspomnianiach o Zawiszy między nami, a nie zawsze i nie wszędzie jest regułą – honor. Do tego całkowita i bezdyskusyjna dominacja w Bydgoszczy nad Polonią, która nigdy nie wykorzystała swojego potencjału w walce z „Zetką”, a przecież pamiętamy ustawkę Pogoni z „karkami” niby z Polonii (słynne zdjęcie w lesie). Gdzie się owe gnomy podziały? Chyba nie do końca kochali tę swoją Polonię. Zresztą Polonia próbowała na różne sposoby, stosowała metody iście gangsterskie angażując miejscowych „mafioźników” i wywożąc kibiców Zawiszy, a i tak ... ch*** to dało, zresztą skąd my to znamy? – różnie bywało, wciąż dobrze się mamy.
Najnowszą sprawą dotycząca ekipy „Zetki” jest spektakularna i medialna skoordynowana megapornoakcja połączonych sił policji z kilku województw, w której napadnięto na domy kibiców Zawiszy, poszarpano rodziców i rodzeństwo, zabito psa, wreszcie wywleczono niewinnych bydgoszczan z mieszkań aby ich ... puścić po kilku godzinach z braku dowodów na cokolwiek. Tak działa polska policja chcąca za wszelką cenę pokazać się przed Ojro 2012, a powinni zająć się poważnymi sprawami a kibicom dać spokój. Mam nadzieję, podobnie jak wielu kibiców w Polsce, że Zawiszacy dojdą swoich praw a oprawcy w mundurach poniosą konsekwenje swojej debilności i brutalnej tępoty.
Zaraz po zatrzymaniach Zawisza w komplecie, razem z zatrzymanymi a już wypuszczonymi, zjawił się w Toruniu w 750 osób na meczu ze swoją kosą Elaną, i pokazał wszystkim, że ma się dobrze.
Ciężko jest opisać ekipę tego kalibru w ten sam sposób jak to czyniłem do tej pory, wiele faktów z naszych wspólnych „momentów” po prostu nie dało się opisać, a tego jak „Zetka” radzi sobie w Polsce to już wogóle bo ... za dużo chłopaki działają i jak tu wybrać ha ha. Meczu tym razem nie zobaczymy, ale na wiosnę spotkamy się przynajmniej dwa razy. Napewno będą to ciekawe spotkania.

Klasyk – Europejska Stolica Kultury- oto przyczyna zamniętego stadionu, obrona przed atakiem małowiejskich dresiarzy w mundurach.

Zawisza na Bałtyku w latach 90-tych.

Oprawa ultrasów w Bydgoszczy.

Jedna z wielu imponujących horeografii u siebie.

Bałtyk i Kotwica na meczu Kotwy w Bydgoszczy

Kibice obronili się przed napadającymi ich bandytami z policji – PP Zawisza – Widzew.

Brutalna napaść bydgoskiej prewencji na spokojnie stających kibiców Zawiszy. Ten sam mecz.

Te zdjęcia mówią wszystko. Wiadomo, kto jest słabo wyszkolony i nie przeszdłby psychotestów do pracy w pikarni.

Prostest przeciwko prezesiowi.

Kadłuby na Zawiszy.

W nocy oświetlona reflektorami wygląda znacznie bardziej imponująco.

Piękna bydgoszczanka po wizycie nad polskim morzem, zaprosi wesołego gdynianina na wyprawę do Parku Miejskiego w Bydzi. Jeżeli zrobisz odpowiednie wrażenie.

Piękna wenecja Polski.

Można w sobie rozkochać niejedną bydgoszczankę w takim klimacie. Trzeba tylko umić! Ha ha ha

Uwaga do wszystkich amantów!!! Na panny w Bydgoszczy nie działa tak popularne wśród nas hasło, stosowane w wielu miejscach wystarczające w zupełności jako bajerka na podryw, a mianowicie „No czeeeść...jestem z Gdyni” i napięta klata hehehehe.
-
Naprawde Szacunek za ten Artykuł.. szkoda ze ten mecz odbędzie bez naszego i waszego Udzialu.. z Kibicowskim Pozdrowieniem Kibic Zawiszy.
-
|178.36.109.xxx |2010-10-22 03:27:34 ZetFanatyk - SZACUN !!!Artykuł bardzo ciekawy i rzetelny !!!
Uznanie dla ekipy Kadlubow !!! , zal sobotniego meczu ,ale spotkamy sie jeszcze nie raz .... oby wyzej !:)
pozdr
-
|83.15.72.xxx |2010-10-22 07:09:25 zawiszoholik - SzacunekSzacunek chłopaki za artykuł.Miło sie czyta takie słowa o swojej ekipie.Pozdrowienia z Bydgoszczy
Kibice 












