Przed nami ostatni mecz rundy jesiennej, a więc i ostatni artykuł w tym roku dotyczący naszych ligowych przeciwników. Ostatni w tym roku, ponieważ na wiosnę nadrobimy zaległości związane z opisem Miedzi Legnica, Górnika Wałbrzych i Rakowa Częstochowa. Nasza ostatnia publikacja dotyczy zamykającej tabelę Polonii Nowy Tomyśl. Przeczytamy o historii tego malutkiego miasteczka (5 km kw.) leżącego ... o zgrozo ... nad Szarką (dopływ Obry). Dowiemy się co jest chlubą 15-tysięcznego miasteczka i na zakończenie, najważniejsza pozycja rozkładówki, czyli opis kibiców wraz z relacją Subiektywnego Kadłuba, który w swoim stylu upiększa artykuł. Może nie tyle upiększa co urozmaica, upiększa to...przeczytajcie całość, to się dowiedzie.
MKS Polonia Nowy Tomyśl – „Wiklinówki i Chmielarze”
Miejski Klub Sportowy „Polonia” kojarzy mi się z ... z zupełnie niczym, z Nowym Tomyślem zaś skojarzeń kilka mam, a nawet i wspomnień, ale po kolei.
Osadnictwo w rejonie dzisiejszego Tomyśla Nowego, miasteczka niewielkiego, pochodzi z trzynastego wieku. Ziemie te, położone w zachodnich rejonach dzisiejszej Wielkopolski, to aż do XVII głównie mało zaludnione mokradła i lasy. W XVII wieku, nadziana rodzina Sz. (taka ówczesna rodzina Gates), ściągnęła w ten region, osadnictwo „olęderskie”, i nie! wcale nie zjadłem „h” bo osadnicy nie pochodzili z kraju pedałów i ryjącego mózg obleśnego zielska, a głównie z Branderburgii , Śląska i Pomorza. W swoich dziejach zamieszkiwane głównie przez germańców, których do lat 20-ch XX-tego wieku było tam aż 86 procent było „wiary” (z poznańskiego się tak wyrażę) narodowości Martina Shmidta, Beckenbaurea Goeringa i Von Jungingena. Po powstaniu Wielkopolskim dzielni Wielkopolanie odzyskali dla Rzeczypospolitej Nowy Tomyśl Traktatem Wersalskim, nie na długo jednak, gdyż II wojna światowa przyniosła ponowną agresywną gemanizację Nowego Tomyśla i okolic, a polskich mieszkańców powywożono na roboty lub pomordowano.
Po wojnie wrócono w mieście i okolicach do zajęć, z których słyną autochtoni, czyli wyplatania koszyków i innych gadżetów z wikliny, a także do czynności, która rzec można, jest prawie że dobrem narodowym, czyli do uprawy chmielu. W centrum Nowego Tomyśla stoji największy na świecie kosz z wikliny o długości prawie 20 metrów, pleciony przez 50 plecionkarzy (ciekawe czy skoro na kolejarzy mówi się tam kolejorze to koszyki montują tam plecionkorze lub wikliniorze?). Poza festiwalem chmielu i wikliny atrakcją Nowego Tomyśla jest nie spotykana w miastach tej wielkości miejscówka, czyli mały ogród zoologiczny, w którym żyją tak egzotyczne stworzenia jak lwy, lamparty, lamy i pawiany. Obok owego ZOO, wkiliniarstwa, chmielnictwa można tu się zatrudnić u największego w Polsce importera win (praca marzenie) lub w fabryce narzędzi hirurgicznych czy zakładach mleczarskich. Widać więc niewielka ilość mieszkańców Nowego Tomyśla (ok. 15 tysi) na brak zatrdunienia narzekać nie powinna bo i na legalu można pracować lub bez podatku, przy nieodległej autostradzie Berlin-Warszawa, sprzedawać germańcom dobra licznych lasów - jagody, maliny czy grzyby, a emigrantki ze wschodu mogą także sprzedawać dupsko (ale tirowcy muszą uważać żeby pakietu z grzybami nie zakupić hehe takie przyautostradowe combo „w paszczu, w ruru plus grzyb gratis”).
Jest więc rozrywek w Nowym Tomyślu co niemiara, na wiklinowych fotelikach z atrakcyjną miss ziemi lubuskiej i jej koleżankami możemy tu degustować aromat miejscowego chmielu, a następnie wybrać się na ... Lecha do Poznania bo na lokalną Polonię niestety mało kto chodzi.
Próżno szukać informacji o ruchu kibicowskim na Polonii Nowy Tomyśl. Jest niby strona internetowa kibiców ale kompletnie nic się tam nie dzieje, na forum też cisza. Nie wiem więc kogo fani założonego w 1922 roku MKS-u lubią, a kogo nienawidzą. Domyślam się jedynie, że ci sami ludzie działają w FC Kolejorza z NT co chadzają na Polonię, choć nie jest to w Polsce reguła w przypadku klubów i fan clubów. Nie lubią pewnie wrogów Lecha, a sympatyzują z przyjaciółmi ekipy z Poznania czyli ŁKS-em Łódź. Jakie mają lokalne wojenki tego już nie udało mi się ustalić. Młyn w ostatnich dwóch latach wahał się w okolicach 15-30 osób w szczytowym momencie na meczu z Górnikiem Konin dopingowało w młynie około 50 osób z oprawą, gości przybyło około 10 i byli słyszalni tylko wtedy gdy miejscowi na chwilę milkli aby złapać oddech, tak przynajmniej relacjonują kibice Polonii. Ostatnio coś tam jednak z dopingiem wiernej grupki fanów szwankuje, ale nie ma się co dziwić, skoro Polonia gra padlinę, tracąc bramy na zawołanie, okupuje ostatnie miejsce w tabeli i ciężko ściągnąć na kameralny stadionik z tysiącem miejsc siedzących, choćby ćwierć potencjalnych zakrywaczy siedzisk. Na ostatnim zwycięskim meczu ze Słubicami widzów ok. 150, co i tak bije na głowę pokonaną imienniczkę (pamiętne 40 osób w tym kilkanaście z Gdyni).
Wobec braku perspektyw i jednoczsnej bliskości do Poznania „wiara” z Nowego Tomyśla jeździ na Lecha. Mają flagi fan clubowe i nawet turniej Fan Clubów wygrali. Z owym fan clubem wiążą się moje główne skojarzenia z Nowym Tomyślem, a mianowicie w 2002 roku przy okazji weekendu, w którym na boisku mierzyły się jedenastki Pogoni i Bałtyku, chcieliśmy w Lęborku pogadać z Gwardią Koszalin wracającą z Gdyni, lecz zamiast koszalinian, wesoła grupa gdyńsko-lęborskich rozmówców spotkała w pociągu kibiców Lecha Poznań. Jak się okazało z Nowego Tomyśla i jak się okazało z flagą Lecha. Flagę zabraliśmy, a jeden z „kolejorzy” po hospitalizacji został przez nas i Braci Lęborskich przejęty w Mieście Lwa, napojony, nakarmiony i oddstawiony na pociąg, dostał także pieniądze na podróż. Takie to mam skojarzenia z Nowym Tomyślem.
A co myśli „Subiektywny Kadłub” czyli nasz komentator rzeczywistości na wesoło?
Nowy Tomyśl, Stary Tomyśl, Wytomyśl...Myśl co chcesz, faktem jest, że ostatnimi czasy jest tak, iż nawet Nowy Tomyśl może dać kibicom Bałtyku do myślenia, zaskakując wynikiem. Lekko to smutne. Klub z miasta, w którym plecie się wiklinowe kosze może...eee, no dobra.
Gramy z nimi w jednej lidze, to fakt. Oczywiście nigdy nie byłem w Nowym T. i wiem na temat kibiców klubu tyle mniej więcej co w temacie rytuałów obrzezania u „narodu wybranego”, czyli nic. Ktoś tam gra i są ostatni w lidze, dookoła lasy, pustka, blisko do Niemiec...Aha...przez gminę ciągnie się autostrada A2 więc, jak wieść gminna niesie, zapewne są tam ciągnione nie tylko kilometry dróg, ale i druty...telefoniczne i inne przydrożne. Na pewno kierowcy TIRów wiedzą, na temat usług przydrożnych więcej. A że, gdzie drwa rżną, tam i wióry lecą, to do ogólnie zarysowanego klimatu rozrywki, dołączyć należy prężnie, heh, rozwijający się...no może nie przemysł ale...No po prostu sadzi się tam chmiel, a potem z tego chmielu robi browary. Tak by po skończonym drutowaniu, zmęczony kierowca TIRa, na postoju mógł sobie ze sześć strzelić. Jednym słowem, Nowy Tomyśl jest jak miasteczko na Dzikim Zachodzie, przez które ciągną „karawany” „kupców”. Zastanawia, a propos, pytanie czy wobec obfitości lasów w regionie, w tych lasach zamieszkują np. „dziady leśne”, takie z kijami dębowymi? I czy te dziady pełnią jakoś rolę „opiekunów” miejscowych „laskarek”? Ale my tu nie o hokeju,a o futbolu więc...
No więc co? ”Majo być czy punkty...Majo być i ch...j!” Dużo to nie zmieni, ale innej opcji nie ma! Niech choć będzie tak, by gdyńscy smakosze chmielu, mieli jakiś wesoły powód na koniec rundy do spróbowania kilku kufelków pomeczowych. Choć, wiadomo wszem i wobec, że na Bałtyku żadnych pijaków nie ma! NowoTomyślacy zaś, po oddaniu punktów szybko nie polecą wracać do swoich lasów i wiklinowych koszy. Może uda się nam, w długie zimowe wieczory, bez piłki zapomnieć, że gramy w jednej lidze z „koszykarzami.
I napewno każdy Kadłub podpisuje się pod tym wzniosłym i głębokim przesłaniem:
„MA BYĆ ZWYCIĘSTWO I CH..J!!! INNEJ OPCJI NIE MA!!!”
PS: Mają bardzo ciekawy adres strony www. poloniant.cba.pl, ciekawe czy „Fryzjer” tam zaglądał hehe.

Orginalne hasła na szaliku, naprawdę niespotykane.

Młyn w meczu z Czarnymi Żagań.

Nawet w małym gronie można robić coś fajnego.

Siemano Guantanamo! Heh...

Okolice pamiętają osadnictwo, ładnie to wygląda.

FC Lecha z Nowego Tomyśla, zwycięzcy turnieju.

Największy kosz wiklinowy na świecie wpisany do Księgi Rekordów Guinessa (to nie jest ekipa Jagielloni)

Z innego ujęcia.


Marta misska z Nowego T. oprowadzi Was po lokalnym ZOO, naprawdę urodziwa niewiasta.
-
|81.190.88.xxx |2010-11-11 15:38:53 Anonimowy - TBGJak zawsze fajny opis...i mam nadzieje 3 pkt. na koniec rundy jesiennej i aby do wiosny...
Kibice 












